Kategorie
Opowiadania

K i S 5

Natalie kolejny dzień spędzała na oglądaniu ogromnego pałacu, a przy okazji na szukaniu drogi ucieczki z tego kamiennego zamczyska. Chodziła po niekończącym się ogrodzie pełnym wielu różnokolorowych roślin. W tym obcym ogrodzie czuła się jak w labiryncie bez wyjścia. Całymi dniami oglądała mury zamku, ale nigdzie nie było widać bram. Co gorsza, na każdej wieżyczce jaką mijała stał strażnik z mieczem ostrym jak brzytwa, w metalowej zbroi, która przy każdym ich ruchu dźwięczała złowrogo. „Czy w tym zamczysku są jakieś bramy?” Myślała. „Muszą jakieś być”. Wróciła do głównych wrót. Od wrót ruszyła brukowaną ścieżką przed siebie. Szła tak jakiś czas. Wtedy jej oczom ukazała się ogromna, metalowa brama. Pobiegła ku niej. Była już bardzo blisko, gdy nagle ktoś chwycił ją za kaptur kurtki. Strażnik, który stał najbliżej bramy pomachał jej mieczem. Jego ostrze błysnęło w słońcu. Natalie cofnęła się o kilka kroków. Spojrzała za siebie. To dziewczyna z diademem stała za nią. Jej służący nazywali ją królową Victorią. Ale Natalie nie odezwała się do niej ani razu. Do nikogo się nie odzywała. Nie podobało jej się, że jest tu więźniem. Ta królowa też jej się nie podobała.
– Nie wolno ci opuszczać terenu zamku. – Wycedziła przez zaciśnięte zęby, przeszywając Natalie lodowatym spojrzeniem. – Wracaj do pałacu. Koniec spaceru. – Rozkazała. – Ryan! – Zawołała na służącego. Chłopak zjawił się natychmiast.
– Jestem wasza wysokość. – Powiedział.
– Odprowadź ją do zamku. – Rozkazała.
– Do jej pokoju? – Spytał młodzieniec.
– Nie. Do zamku. – Zaprowadź ją do pokoi służących, a konkretnie do pokoju Chelsea. Tam sobie z nią porozmawiam. –
– Tak jest wasza wysokość. –
– Aaa. I weź to. – Rzuciła mu sznur, który miała przewieszony przez przedramię. – Zwiąż jej ręce. – Chłopak posłusznie związał ręce Natalie i pociągnął ją za sobą. Prowadzona jak krowa na łańcuchu poszła do małego, dawno nieużywanego pokoju. Służący posadził ją na niskim, chwiejącym się stołku.
– Lepiej nie próbuj uciekać. Nie masz szans się wymknąć. Na murach stoją strażnicy, a bramy są zamknięte. Każdy, kto służy królowej złapie cię natychmiast. – Powiedział złowróżbnym tonem. Natalie jeszcze nigdy nie użyła prezentów od rodziców. „A co, jeżeli mój plan się uda?” Pomyślała z nadzieją. Już od dawna to planowała. I właśnie w tym momencie postanowiła spróbować. Wstała i spojrzała chłopakowi prosto w oczy.
– Ty też jesteś na każde jej wezwanie. – Po raz pierwszy odezwała się do kogokolwiek od dnia jej porwania. Z trudem wyciągnęła broszkę i dotknęła nią ramienia Ryana. – Dlaczego? – Nagle poczuła taką siłę, jakiej nie czuła jeszcze nigdy. W uszach zabrzmiały jej słowa ojca: ”Ten krzemień będzie twoją tarczą. Ochroni cię przed złem. A broszka da ci moc, jakiej nigdy nie miałaś. Dzięki niej będziesz mogła walczyć ze swoimi przeciwnikami. Ale musisz w to uwierzyć”. Przymknęła oczy i skoncentrowała się. Pomyślała o tym, że bardzo chciałaby pomóc temu chłopakowi. Dzień w dzień obserwowała jak posłusznie wykonuje rozkazy okrutnej władczyni. Czasami w jego oczach widziała, że cierpi, że nie chce już służyć okrutnej królowej. Widziała w nich też smutek i tęsknotę. Za czym? Tego nie wiedziała. Z broszki zaczęło wydobywać się zielone światło. Najpierw słabe, potem coraz mocniejsze. Nie raziło oczu, ale świeciło jasnym blaskiem.
– Co się dzieje? Co robisz? – Spytał Ryan. Starał się brzmieć surowo, ale uniemożliwiało mu to drżenie jego głosu. Zadygotał, a potem upadł przed Natalie na kolana. Po chwili leżał na kamiennej podłodze z zamkniętymi oczami. Natalie odsunęła broszkę od jego ramienia. Pochylała się nad chłopakiem. Oddychał spokojnie. Wyglądał jakby spał.
– Ryan, Ryan. – Szepnęła. Dopiero teraz to do niej dotarło. Nie zakochała się w Walterze tak, jak on w niej. Nawet się tym chłopakiem nie interesowała. Był dla niej tylko kolegą. Chciała, żeby poczuł się przyjęty przez społeczność wsi. A on? Zakochał się w niej. Widziała to w sposobie, w jaki na nią patrzył i w tym, jak się do niej odnosił. Ale tu, uwięziona w tych murach, z dala od domu zrozumiała, co tak naprawdę czuje i do kogo. Musiała poznać jego, żeby odnaleźć sens swojego życia. To właśnie dzięki Ryanowi jeszcze się nie załamała. Otworzył oczy i usiadł. Patrzył długo na Natalie.
– Uwolniłaś mnie. Dziękuję. I przepraszam. Przez tyle miesięcy byłem pod wpływem królewny Victorii. A ona jest złą królową. Nie powinna nią być. To jej starsza siostra – królewna Lisa powinna odziedziczyć tron. A królewna Victoria? Nie dość, że wygnała swoją siostrę i jej ukochanego z zamku, to jeszcze uwięziła jej służącą Chelsea, która nie chciała jej się podporządkować. Po koronacji królowa rzuciła na nas jakiś czar, żebyśmy byli jej posłuszni. – Ryan spojrzał ze spokojem na Natalie, a po chwili pochylił się do przodu. – Usiądź obok mnie. – Poprosił. Spełniła jego prośbę. – Ona chyba została zaczarowana. Nie wiem przez kogo. To dlatego pojechała do Krainy Stali. Najbliżej niej byliśmy Brian i ja, Karen, jej służąca Kelly i Peter. Przed swoim wyjazdem kazała nam na siebie czekać. Mieliśmy z Brianem być w gotowości, kiedy wróci. Resztę już znasz. –
– Czy wiesz, dlaczego mnie porwała? –
– Nie wiem. Ale mam pewną teorię. –
– Powiesz mi jaką? –
– Moim zdaniem chciała, żeby ktoś cierpiał tak jak ona. Wiesz… gdybym był nią, chciałbym tego. Chciałbym też odnaleźć tego, kto zrobiłby mi to, co zrobiono jej. –
– Czy ona zawsze taka była? Z tego co mówisz, musiało się z nią coś złego stać. Musiała się zmienić. Dlaczego? – – Czy wiesz dlaczego stała się taka… niedostępna dla nikogo? –
– Powiem ci tylko tyle, co sam wiem. Brian i ja pracowaliśmy jak co dzień w ogrodzie. Zobaczyłem królewnę Victorię. Chodziła ścieżkami z zamyśloną miną. Nagle zobaczyliśmy błyski i usłyszeliśmy grzmoty i wiatr. Nic więcej się nie działo. Kiedy wszystko ucichło, usłyszeliśmy wołanie. To królewna Lisa nas wołała. Rzuciliśmy robotę i przybiegliśmy do niej. Królewna Lisa pochylała się nad królewną Victorią. Poprosiła nas, żebyśmy przenieśli jej siostrę do jej pokoi. Coś było z królewną nie tak. Zauważyłem, że ma ranę na sercu i że ta rana krwawi. Potem zajęły się nią Kelly, Chelsea i Lisa. Tuż po tym wydarzeniu dowiedzieliśmy się, że para królewska zginęła w wypadku. To wydało mi się baaaaardzo dziwne. Najpierw wypadek królewny Victorii, potem śmierć pary królewskiej, a potem… – Ryan urwał.
– A potem Victoria zaczęła się zmieniać. – Dokończyła Natalie.
– Tak. – Powiedział cicho chłopak. – Kłóciła się z siostrą, stała się bardzo zamknięta w sobie, niedostępna, nie chciała z nikim rozmawiać, odmawiała jakiejkolwiek pomocy… Pewnego dnia zniknęła. Nikt nie wiedział, gdzie jest. Kiedy wróciła, nie chciała nikomu powiedzieć ani gdzie była, ani co się z nią działo. Krążyła po zamkowych korytarzach jak chmura gradowa. Z początku myśleliśmy, że bardzo przeżyła śmierć rodziców i że to ją tak załamało. Ale wszystko się wydało W dzień koronacji. Kilka dni przed koronacją uspokoiła się trochę. Myśleliśmy, że wszystko zmierza ku dobremu, ale tego dnia, kiedy królewna Lisa miała być koronowana nie dotarła na ceremonię. Zamiast niej przyszła królewna Victoria i kazała się koronować. Spojrzała na nas takim wzrokiem, że nikt nie śmiał jej się przeciwstawić. To właśnie wtedy musiała rzucić na nas ten czar posłuszeństwa. Dopiero kilka dni później dowiedziałem się, że uwięziła swoją siostrę, a potem wygnała ją i jej ukochanego, który też pojawił się na uroczystości. Wszystkie te wydarzenia bardzo zdenerwowały Chelsea. Bolało ją rozstanie ze swoją panią – królewną Lisą. Wściekła się na Victorię i zaczęła przeciwstawiać się jej. Taka postawa baaaaaaaardzo rozzłościła królową. Związała ręce Chelsea i uwięziła ją w lochu. Prawdopodobnie biedna dziewczyna tkwi tam do dziś. –
– Myślisz, że da się ją stamtąd wyciągnąć? – Spytała Natalie z nadzieją w głosie.
– Wątpię. Królewna Victoria ma przy sobie klucze do wszystkich drzwi. Ciężko będzie je zdobyć. –
– Pomożesz mi? – Spytała dziewczyna i spojrzała na młodzieńca tak błagalnie, że zgodził się. Chciał odwdzięczyć się tej dziewczynie za to, co dla niego zrobiła.
Mijały kolejne dni. Natalie przestała szukać drogi ucieczki. Coraz częściej obserwowała pracującego Ryana. A on uśmiechał się zawsze, widząc ją. Był jej bardzo wdzięczny za to, że zwróciła mu wolność. Kiedy królowa Victoria obserwowała go udawał, że nic się nie zmieniło. Natalie czuła w sobie coraz większą siłę. Naprawdę chciała przeciwstawić się Victorii. I była pewna, że gdyby Victoria zobaczyła co ona – Natalie – tak naprawdę potrafi, przestałaby być Kamienną Królową. Bardzo chciała pomóc tej biednej dziewczynie. Wiedziała, że to, że tak się zmieniła nie było jej winą. Chciała też uwolnić nieznaną Chelsea i chronić Ryana. Ciekawa była, czy jej tarcza ochroniłaby i jego. Ale nie miała pewności, czy da się nią sterować.
Natalie zawsze nosiła przy sobie szablę, którą kiedyś dostała od ojca. Uczył ją jak walczyć. Nie była w tym zbyt dobra. Pewnego wieczoru spotkała się z Ryanem w ogrodzie.
– Ryan, czy umiesz posługiwać się mieczem? Umiesz walczyć? –
– Oczywiście, że umiem. Mój starszy kolega nauczył mnie kiedyś. A co? – Spytał i mrugnął do niej porozumiewawczo. – Chcesz się nauczyć? –
– Wiesz… tata pokazywał mi kiedyś jak walczyć, ale nie byłam w tym za dobra. Chciałabym potrenować. –
– Hmmm… zobaczę, co się da zrobić. –
– Pomożesz mi? Naprawdę? Będziesz mnie trenował? – Spytała uradowana.
– Spokojnie. Powiedziałem, że zobaczę, co się da zrobić. Nie chcę ci na razie niczego obiecywać, ale postaram się pomóc. –
– Dziękuję. – Powiedziała z promiennym uśmiechem.
Zapadła cisza. W pewnej chwili Ryan pochylił się do przodu. Ich twarze dzieliły centymetry.
– Czy zdradzisz mi kiedyś swoje imię? Wciąż nie wiem, jak cię nazywać. – Powiedział, łagodnie spoglądając jej w oczy.
– Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz. – Poprosiła.
– Obiecuję. – Przyrzekł z ręką na sercu. Był taki… szczery, zachowywał się bardzo kulturalnie wobec niej, miał poczucie humoru, bił od niego spokój i uczciwość. Od tamtego pamiętnego dnia, kiedy nastolatka uwolniła go od złego czaru Victorii Ryan nie mógł przestać myśleć o tej tajemniczej dziewczynie. Kiedyś, kiedy był jeszcze pod jego wpływem, nie myślał o żadnych dziewczynach. Wcześniej też. W ogóle nie zauważał Natalie. Podchodził i rozmawiał z nią tylko wtedy, kiedy królowa Victoria mu kazała. A teraz odzyskał własną wolę. Nie musiał być już nikomu posłuszny.
– Mam na imię Natalie. – Powiedziała bardzo cicho.
– Natalie. – Wyszeptał, patrząc jej prosto w oczy. Dopiero teraz poczuł się naprawdę szczęśliwy.
– Ryan, Pomożesz mi zdobyć klucze do lochów? – Spytała.
– Nadal myślisz o Chelsea? – Odgadł.
– Tak. Zastanawiam się, jak ją uwolnić. Gdyby mi się udało, byłoby nas więcej. –
– Ale nie mielibyśmy przewagi. – Powiedział spokojnie.
– Wiem. – Westchnęła.
– Natalie, – Po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu. – czego chciała od ciebie Victoria? No wiesz, tego dnia, kiedy mnie uratowałaś. O czym chciała z tobą rozmawiać? Możesz mi powiedzieć. Chciałbym, żebyś wiedziała, że jestem twoim sojusznikiem. –
– Rozumiem. – Natalie zastanowiła się przez chwilę. – Victoria po raz kolejny przedstawiła mi długą listę jej nakazów i zakazów: Nie wolno mi wychodzić poza bramy zamku, nie wolno mi rozmawiać ze strażnikami, nie wolno mi lekceważyć jej rozkazów, we wszystkim mam obowiązek jej słuchać… i jeszcze coś, ale nie każ mi tego powtarzać, bo nie pamiętam. – Powiedziała i uśmiechnęła się do niego promiennie. Zaśmiał się cicho.
– Zazdroszczę ci. – Powiedział z westchnieniem.
– Czego? –
– Tego, że nie uległaś jej wpływowi, że jesteś taka… silna. Żadna zła siła nie może cię złamać. – Przymknął oczy. – No tak. – Powiedział cicho. – Kamień nie rozbije Stali. – Natalie patrzyła na niego przez chwilę tak, jakby przemówił w nieznanym jej języku.
– Jak mnie nazwałeś? – Spytała.
– Nazwałem cię Stalą. Ona jest Kamieniem, a ty jesteś Stalą. –
– Jak mogę być Stalą? Co to znaczy? –
Jesteś silniejsza niż ona. To dlatego do tej pory nie udało jej się ciebie złamać. Jest w tobie wiele dobroci. A w niej złości na cały świat. To przez zazdrość i złość jej serce stało się jak kamień. Nie wiem dlaczego, ale jesteś na nią odporna. –
– Ryan, ona ma przy sobie jakiś srebrny sztylet. Cały czas pokazuje mi go. –
– Sztylet? Jaki sztylet? Nigdy nie widziałem u niej żadnego sztyletu. –
– Może ukrywa go przed wami i pokazuje mi, żeby mnie przestraszyć i żebym stała się jej posłuszna. A może… ten przedmiot jest dla was nie widzialny. –
– Niewidzialny sztylet, który zmienił jej serce w kamień, a nas zrobił jej sługami? – Ryan z niedowierzaniem uniósł brwi.
– Tak. A teraz Victoria próbuje zmienić mnie. Chce, żebym przeżyła to samo, co ona. Ale do tej pory jej się to nie udało. –
– Bo jesteś Stalą. –
– Jeżeli go nie widzisz, nie możesz wiedzieć, skąd i od kiedy go ma, prawda? Nic o tym nie wiesz? –
– Nie, ale mam pewne przypuszczenia. –
– Chcesz mi o nich opowiedzieć? – Nie naciskała na niego. Była po prostu ciekawa. Wyczuł to i uśmiechnął się.
– Skoro staliśmy się sojusznikami lepiej, żebyś się dowiedziała. Myślę, że ma go od dnia tego wypadku. To nie śmierć jej rodziców tak bardzo ją zmieniła. To byłoby niemożliwe. –
– Czyli chcesz powiedzieć, że to ten srebrny sztylet zmienił ją aż do tego stopnia? –
– Tak. –
– Wiesz… od początku tak myślałam. Widzę go cały czas. Ona też musi go widzieć. –
– Ale nawet Lisa, kiedy tu jeszcze była nie widziała u niej tego sztyletu. Sugerujesz, że… –
– Widzą go tylko ci, których zrani. – Dokończyła. Ryanowi wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Uwierzył Natalie od razu. – Muszę go jakoś zdobyć. Jeżeli jej go odbiorę, nie będzie miał na nią wpływu i może znów stanie się dobra. I muszę zdobyć klucze do lochów. –
– Natalie, to jest niemożliwe. Ona ten sztylet i klucze ma zawsze przy sobie. Jak chcesz Odebrać jej te rzeczy? –
– Mogę zakraść się do jej komnaty, gdy będzie spać i zabrać to, co trzeba. –
– Kelly mówiła, że ona trzyma klucze pod poduszką. –
– Ten srebrny sztylet też tam może trzymać. Ryan, nikt nie może odebrać jej sztyletu, bo nikt oprócz mnie go nie widzi. Tylko ja mogę to zrobić. –
– Ale to jest niebezpieczne. Jeżeli Victoria zorientuje się, co zamierzasz zrobić, może stać ci się krzywda. Może zamknąć cię w lochu jak Chelsea albo zrobić coś jeszcze gorszego. – Ryan był przerażony perspektywą, że Natalie mogłaby zniknąć z jego życia. Naprawdę zaczynał ją lubić. Z dnia na dzień stawała mu się coraz bliższa.
Kolejne dni były dla Natalie pełne nadziei. Za dnia udawała, że nic się nie zmieniło. Victoria uważnie ją obserwowała. Wieczorami spotykała się z Ryanem i uczyła się walczyć. Z dnia na dzień szło jej coraz lepiej. Ryan był dumny z postępów swojej przyjaciółki. Cieszył się za każdym razem, kiedy ją widział i Natalie czuła to samo wobec niego.
Pewnego dnia nastolatka zauważyła Kelly idącą gdzieś pospiesznie z jakimś koszykiem.
– Hej, poczekaj! – Zawołała. Kelly zatrzymała się zdziwiona. Natalie po chwili znalazła się przy niej. – Dokąd idziesz? – Spytała.
– Królowa zabroniła mówić komukolwiek. – Odpowiedziała Kelly, przyglądając się krzywo dziewczynie.
– Ale mi możesz powiedzieć. Niesiesz jedzenie dla Chelsea, prawda? – Natalie zerknęła na koszyk, który trzymała służąca. – Czy wiesz, gdzie ona jest? – Nastolatka milczała. – Kelly, jestem tu, żeby wam pomóc. Widzę, co się dzieje z Victorią i z wami. –
– Nie wolno mówić o niej po imieniu. – Powiedziała wystraszona dziewczyna. Wyglądała na młodszą od Natalie.
– Masz klucze do lochów? – Spytała córka stolarza.
– Tylko królowa Victoria je ma. – Odpowiedziała Kelly.
– Pokaż mi chociaż, gdzie jest Chelsea. – Poprosiła Natalie. Patrzyła na dziewczynę błagalnie.
– Królowa zakazała. – Powiedziała stanowczo Kelly i ruszyła szybkim krokiem przed siebie, by po chwili zniknąć w bocznym korytarzu.
Natalie podążyła za dziewczyną. Krętymi korytarzami doszła do niewielkich drzwi. Pchnęła je delikatnie. Były otwarte. Wśliznęła się przez nie do jakiegoś przedsionka, a po chwili schodziła krętymi, stromymi schodami w dół. Dużo ich było. Tak trafiła do lochów. Teraz szła ciemnymi tunelami. Czuła w nich przenikliwy ziąb i wilgoć. Tunele te wiły się i krzyżowały co jakiś czas. Natalie uważnie wsłuchiwała się w ciszę przerywaną jedynie odgłosem dalekich kroków. W pewnym momencie zobaczyła po obu stronach tunelu kraty. Zajrzała przez jedne z nich. To był loch. A więc była już blisko. Przyspieszyła kroku. Nagle usłyszała jakieś głosy. Im była bliżej, tym głosy stawały się wyraźniejsze. Zobaczyła kolejne tak samo wyglądające pomieszczenie. Podeszła na tyle blisko, żeby wszystko widzieć i słyszeć. Skryła się w jakiejś wnęce niewiadomego przeznaczenia. Z niej widziała i słyszała wszystko. Kelly wspięła się na kraty i wrzuciła koszyk do środka. Natalie zobaczyła tylko czubek czyjejś głowy.
– Proszę. To dla ciebie. – Powiedziała Kelly łagodnie.
-Dziękuję. Chociaż ty o mnie nie zapomniałaś. Gdyby nie ty dawno umarłabym z głodu. – Odpowiedział jakiś głos. „To pewnie ta służąca, którą Victoria tu uwięziła. Ta Chelsea, o której opowiadał mi Ryan”. Pomyślała Natalie. – Kelly, opowiedz mi proszę o tym, co się ostatnio dzieje w królestwie. –
– O tej dziewczynie już wiesz. Opowiadałam ci ostatnio. Królowa rozmawiała ze mną wczoraj. Powiedziała mi, że chciała uciec, ale jej wysokość w porę ją zatrzymała. Zresztą i tak by nie uciekła. Z królową nie miałaby szans. Przywieziono ją miesiąc temu. Wiesz, królowa zabroniła nam odzywać się do niej. Kiedy z nią przyjechała, kazała mi się nią zająć. Opatrzyłam ją, próbowałam z nią rozmawiać, przynosiłam jedzenie. Ale nasza monarchini powiedziała, żebyśmy nie zdradzali jej tego, co dzieje się w naszym królestwie. Ona dzisiaj pytała mnie o ciebie. Nie wiem dlaczego. –
– Dziewczyna, którą przywiozła królewna Victoria pytała o mnie? –
– Tak Chelsea. Ale… dlaczego ty tak się uśmiechasz? –
– Kelly, czy ty uważasz, że zostałam słusznie skazana na ten loch? –
– Przecież… nie byłaś posłuszna królowej Victorii, a wtedy, kiedy była jej koronacja nie pojawiłaś się w Sali Królewskiej. –
– Bo to nie Victoria jest dziedziczką tronu. Królową powinna zostać Lisa. Królewna Victoria powinna pomagać swojej siostrze. Ty też jej uległaś. Jak wszyscy. Mnie nie zdążyła zaczarować, bo wtedy nie było mnie z wami. I dlatego mogłam się jej przeciwstawić. –
– Ale przez to znalazłaś się tutaj. Gdyby nie ja, nie przeżyłabyś długo. –
– Jestem ci wdzięczna, że się o mnie troszczysz, ale zamierzam odzyskać wolność. –
– Nie możesz stąd wyjść. Królowa Victoria ma klucze. Nikomu ich nie odda. A ja nie mam na nią wpływu. –
– Ty nie, ale ona tak. Mój sen wreszcie się spełni. Stal zwycięży Kamień. Nadchodzą dobre czasy. Nareszcie. –
– Chelsea, o kim ty mówisz? – W tym momencie do Natalie dotarło to, co Ryan powiedział jej kilka dni wcześniej. „Kamień nie rozbije Stali. Jesteś Stalą”. Wiedziała, że musi znaleźć w sobie tyle siły, żeby zwyciężyć z Victorią. Ta dziewczyna w lochu i Ryan liczyli na nią. To właśnie o tym mówiły kobiety w jej śnie w dniu jej urodzin. To Victorię musiała ocalić.
– O mnie. To ja jestem Stalą. – Powiedziała z mocą Natalie, wychodząc ze swojej kryjówki i stając przed kratami.
– Co ty tu robisz? Jak się tu dostałaś? Śledziłaś mnie? – Pytała zdezorientowana Kelly.
– Nie chciałaś mi powiedzieć, gdzie jest Chelsea, więc sama się dowiedziałam. Przyszłam tu, bo trzeba wam pomóc. Chelsea musi odzyskać wolność dosłownie, a ty w przenośni. Naprawdę chcę waszego dobra. Nie rozumiesz tego Kelly? – Natalie ruszyła ku służącej.
– Co ty chcesz zrobić? – Spytała nastolatka, odsuwając się od córki stolarza.
– Nie bój się Kelly. Ona ci pomoże. Stój spokojnie. – Odezwała się Chelsea. Służąca znieruchomiała. Natalie podeszła do niej powoli. Przyłożyła do jej ramienia broszkę, która po chwili zaczęła świecić. W skupieniu obserwowała Kelly. Dziewczyna zadrżała, a potem straciła równowagę. Natalie złapała ją, więc Kelly nie zdążyła upaść. Córka stolarza ostrożnie posadziła służącą na ziemi. Dziewczyna miała zamknięte oczy. Już nie drżała. Natalie czekała spokojnie. – Co z nią? Powiedz mi, czy ona żyje? – Poprosiła Chelsea zdenerwowanym głosem.
– Nie martw się Chelsea. Żyje. Nic jej nie jest. To tylko czar przestaje działać. Kiedy się obudzi, będzie taka jak była kiedyś. – Kelly otworzyła oczy i rozejrzała się. Jej wzrok zatrzymał się na Natalie.
– To ty jesteś Stalą, a ja… – Urwała. W oczach stanęły jej łzy. – Wybacz mi, proszę. – Wyszeptała i rozpłakała się. – Przepraszam. – Szepnęła.
– Wszystko rozumiem Kelly. – Powiedziała szesnastolatka, patrząc łagodnie na dziewczynę. – Wiem o czarze Victorii i o tobie Chelsea. – Natalie spojrzała w stronę drugiej służącej. – Jestem tu, żeby ocalić was wszystkich. –
– Skąd wiesz o tym, co się wydarzyło w naszym królestwie? – Spytała Chelsea. Natalie zawahała się. Czy mogła im powiedzieć o Ryanie? Nie była pewna, czy nie wydadzą jej i jego. Nie chciała, żeby chłopak miał problemy z jej powodu.
– Dowiedziałam się od kogoś. – Odpowiedziała ze spokojem. – Kelly, – Natalie zwróciła się do młodszej służącej. – czy wiesz, jak można zdobyć klucze do lochów? –
– Już mnie o to dzisiaj pytałaś. –
– Ale nie udzieliłaś mi odpowiedzi. –
– Wiem. Jeszcze raz przepraszam za to, jak cię potraktowałam. Zdobycie kluczy będzie bardzo trudne. Nie wiem nawet, czy udałoby mi się to zrobić. –
– Ale możemy to zrobić razem: Ryan ty i ja. – Kelly podrapała się po głowie.
– Gdybyśmy mieli jakiś plan… kto wie? Może mogłoby się udać. – Powiedziała powoli.
– Mam plan. – Natalie jeszcze nigdy nie była tak pewna tego, co robi.
Wieczorem wszyscy mieszkańcy zamku jak zwykle zebrali się w okrągłej jadalni na posiłku. Ministrowie i dworzanie przy swoim stole, służący przy swoim, a królowa przy swoim. Jej stół znajdował się w kącie przy oknie, z dala od innych. Natalie weszła do jadalni jako ostatnia. Jak zwykle skierowała się do stołu dla służących. Od ponad miesiąca właśnie przy nim jadała posiłki, a od dwóch tygodni miała wsparcie Ryana i chętniej siadała z nim. Odkąd trafiła do Krainy Kamienia do zamku królewskiego, próbowała przypasować się do jakiejś kategorii. Większość służących, ministrowie i dworzanie w ogóle nie zwracali na nią uwagi. Jak na razie tylko z Ryanem złapała kontakt. Kelly i Chelsea wydawały się przejść na jej stronę, ale było jeszcze za wcześnie, żeby uważała je za sojuszniczki. Królowa… no cóż. Wprawdzie dała jej swobodę, ale uważnie ją obserwowała i przypominała o ustalonych przez nią granicach. Szesnastolatka szła właśnie na swoje stałe miejsce, gdy poczuła na sobie czyjś wzrok. Zatrzymała się. Była w połowie drogi do stołu. Odwróciła się. Victoria patrzyła prosto na nią. Ich spojrzenia spotkały się. Victoria skinęła na nią ręką. Córka stolarza otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Do tej pory Victoria nigdy nie zaprosiła jej do stołu. Natalie zawahała się. „Naprawdę chce, żebym zjadła kolację przy jej stole? Z nią?”. Pomyślała. Była w szoku. Królowa nie spuszczała wzroku z rówieśniczki. Wyglądała, jakby czekała na to, co zrobi Natalie. Nie popędzała jej. „Niemożliwe. To do niej niepodobne. Chociaż, wobec mnie zachowuje się inaczej. Stawia granice, a jednocześnie daje mi swobodę. Dlaczego? O co tak naprawdę jej chodzi?” To odkrycie sprawiło, że Natalie ogarnął jeszcze głębszy szok. Powoli ruszyła do stołu królewskiego. „Victoria zaprasza mnie? Zwykłą córkę prostego człowieka? Dlaczego wobec mnie zachowuje się inaczej? Ma wyrzuty sumienia, że chciała, żebym cierpiała jak ona”? Natalie stanęła przy krześle naprzeciw Victorii. Nagle pojawiło się w jej głowie tyle pytań. Chciała lepiej zrozumieć postępowanie młodej władczyni.
– Siadaj. – Powiedziała dziewczyna. Natalie wychwyciła w jej głosie nutę serdeczności, ale było jej zbyt mało, żeby mogła zmienić zdanie o nastoletniej królowej. Spełniła jej prośbę. Do tej pory Natalie unikała wzroku Victorii, ale teraz uważnie obserwowała rówieśniczkę. Zupełnie tak, jak monarchini ją od momentu, kiedy trafiła do zamku. Przez jakiś czas żadna z nich nie zabrała głosu. – Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię przywołałam. – Odgadła Victoria. Natalie skinęła głową w odpowiedzi. – Jutro wyjeżdżam w podróż. Na jeden dzień. Zamierzam sprawdzić, jak sprawują się moi poddani. Czy zechciałabyś mi towarzyszyć? – Natalie nie wiedziała, co odpowiedzieć. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na Victorię. „Chce, żebym z nią odwiedziła mieszkańców Krainy Kamienia?” Pomyślała. „A do tego daje mi wolną rękę”. Zawahała się. – Jeżeli nie masz ochoty, nie musisz ze mną jechać. – Powiedziała królowa, widząc zagubioną minę dziewczyny.
– Ale… przecież… wasza wysokość zakazała mi opuszczać teren zamku królewskiego. – Powiedziała cicho z wahaniem. Po raz pierwszy odezwała się do Victorii.
– Zakazałam ci wychodzić samej. A jutro pojedziesz ze mną. To jak. Jedziesz, czy nie. – Córka stolarza skinęła głową. – Jutro przyjdę do twojego pokoju i powiem, kiedy wyjeżdżamy. – Poinformowała ją Victoria. Natalie postanowiła wykorzystać okazję.
– Wasza wysokość, – Zaczęła nieśmiało. – czy… czy mogę zadać pytanie? – Victoria zdwoiła czujność.
– Jakie? – Spytała.
– Chciałabym dowiedzieć się… dlaczego… – Natalie urwała i spuściła wzrok.
– Tak? – Victoria nie powiedziała tego takim tonem, jakim zwracała się do wszystkich służących, ministrów i dworzan: tonem kogoś, kogo ma się obowiązek słuchać. – O co chcesz spytać? – Przemówiła łagodniej. Ta zmiana w jej głosie wywołała u Natalie taki szok, że potrzebowała kilku sekund, żeby dojść do siebie. Victoria czekała.
– Dlaczego zostałam porwana? Dlaczego królowa chce, żebym została tutaj? Dlaczego nie mogę wrócić do domu? Dlaczego królowa chciała, żebym cierpiała? Czy myślała królowa, że gdy zostanę zraniona srebrnym sztyletem stanę się taka… kamienna? Dlaczego wasza wysokość robi te wszystkie złe rzeczy: najpierw kłótnie z siostrą, potem niespodziewane objęcie tronu, wygnanie siostry z zamku, okrutne traktowanie Chelsea, bo nie chciała się królowej podporządkować, ten czar rzucony na wszystkich mieszkańców zamku? Kto zranił królową srebrnym sztyletem? Czy to ten przedmiot sprawił, że serce królowej… stało się… jak kamień? Dokąd królowa wyjechała przed koronacją? Dlaczego zjawiła się królowa w Krainie Stali? – Natalie błyskawicznie wyrzucała wszystkie pytania, które zadawała sobie od dawna: jedno po drugim. Spostrzegła, że w oczach Victorii maluje się strach. Jej wysokość była spięta. – Czy królowa się czegoś boi? – Spytała cicho. Wyraz twarzy monarchini zmienił się. Natalie zobaczyła w jej oczach jak podejmuje jakąś trudną decyzję.
– Daj mi trochę czasu. – Szepnęła. – Muszę… potrzebuję przestrzeni, żeby złożyć odpowiedź na wszystkie twoje pytania. –
– Nie zwróciła mi królowa uwagi, że… – Zaczęła córka stolarza.
– że to nie było jedno pytanie. – Dokończyła Victoria. – Rozumiem, że masz ich wiele. Dlatego proszę, daj mi czas. –
– Dam królowej tyle czasu, ile wasza wysokość potrzebuje. – Odpowiedziała Natalie spokojnie. – Nie jest na mnie królowa zła? –
– Nie. – Odpowiedziała Victoria. W jej głosie nie było słychać żadnych negatywnych emocji. – Masz prawo pytać mnie o co tylko chcesz. –
Kolację dokończyły w milczeniu. Kiedy Natalie opuszczała jadalnię, Victoria odprowadziła ją wzrokiem. Po głowie krążyły jej pytania, które zadała jej ta prosta dziewczyna. „Dlaczego do tej pory sama ich sobie nie zadałam? Czy naprawdę czekałam aż ona to zrobi? Dlaczego to wszystko się wydarzyło? Dlaczego właśnie ona”? Po posiłku zamknęła się w swojej komnacie. Powiedziała Kelly, że przez jakiś czas nie chce nikogo widzieć. Kelly prawie cały czas jej towarzyszyła. Królowa chciała mieć ją pod ręką, a służąca była jej oddana i zawsze spełniała rozkazy swojej pani. I tym razem nie sprzeciwiła się woli Victorii. Posłusznie opuściła jej komnatę. Victoria dopiero teraz poczuła, że jest taka słaba. Przed całym dworem i przed samą sobą udawała, że jest silną królową, nieugiętą i stanowczą monarchinią i groźną i srogą władczynią. Tak naprawdę nie była taka. Nie zauważyła nawet, kiedy z jej oczu popłynęły łzy. Dotarło do niej, ile błędów zrobiła w ciągu ostatnich tygodni. Chciała je wszystkie naprawić. Chciała, żeby wypadki tegorocznej wiosny nigdy nie miały miejsca. Ile by teraz dała, aby móc cofnąć czas. „Ta dziewczyna… przecież ona nie jest niczemu winna. Zraniłam ją tak, jak zraniono mnie… i zrobiłam coś jeszcze gorszego: zabrałam ją z jej własnego domu i uwięziłam w tym zamku. A przecież to nie ona rzuciła we mnie tym sztyletem, który zmienił mnie w tę osobę, jaką teraz jestem. Więc kto to zrobił? I dlaczego? A ona? Jak ona musi się czuć uwięziona w tych murach mimo tego, że dałam jej częściową swobodę?” Victoria postawiła się w sytuacji rówieśniczki, co sprawiło, że z jej oczu popłynęło jeszcze więcej łez. „Jak mogę uwolnić się od mocy tego sztyletu? Jak mogę naprawić moje błędy? Niech mi ktoś pomoże. Błagam”.
Następnego dnia, wczesnym rankiem królowa szykowała się do wyjazdu. Od razu po przebudzeniu poszła do pokoju Natalie i poinformowała ją tak, jak zapowiedziała o godzinie odjazdu. Nie minęło 15 minut, a córka stolarza już była gotowa i czekała przy powozie. Peter kończył przygotowywanie powozu do podróży. Natalie zauważyła w oddali Davida – młodego stajennego, który kręcił się w okolicy królewskiej stajni i pracował. Innych służących nie było widać. „Gdzie jest Ryan”? Pomyślała. Poprzedniego dnia nie przyszedł na wieczorne spotkanie. Ostatni raz widziała go na kolacji. Usłyszała czyjeś kroki za plecami. Pomyślała, że może to Victoria już przyszła. Odwróciła się. To była Kelly. „Miała jechać z nami? Victoria nic nie mówiła. Ale Kelly… no tak. Jeżeli jest jej osobistą służącą to ma prawo jechać z królową tam, gdzie ona chce. Jednak… z tego, co pamiętam Kelly nie pojawiła się w Krainie Stali w noc mojego porwania. Dlaczego wtedy zabrała Karen?”. Natalie uśmiechnęła się do służącej, a ta skinęła jej głową. Nie mogły rozmawiać przy woźnicy.
– Teraz czekamy już tylko na królową, prawda? – Spytał Peter.
– Tak. – Odpowiedziała Kelly. – Powinna za chwilę być. Czy mógłbyś to ode mnie wziąć? – Spytała Petera, podając mu pakunek, który cały czas trzymała w dłoniach. Mężczyzna bez słowa odebrał Kelly paczkę.
W tym momencie pojawiła się Victoria. Skinieniem głowy przywitała się ze wszystkimi. Gestem nakazała zająć miejsca całej trójce. Zawsze niewiele mówiła. Ale kiedyś na jej twarzy nieustannie kwitł uśmiech. A od czasu wypadku w ogóle się nie uśmiechała. Wzrokiem wskazała Kelly miejsce z przodu, za woźnicą. Kelly była zdziwiona. To Victoria zawsze tam siadała. Ale służąca nie śmiała o nic pytać. Posłusznie zajęła miejsce. Natalie chciała już podejść bliżej do powozu, ale Victoria ją wyprzedziła. Spojrzała na nią i dała jej znak, żeby zaczekała, a jej twarz na ułamek sekundy zmieniła wyraz ze srogiego na łagodny. Victoria nie od razu usiadła. Wyciągnęła rękę do Natalie, żeby pomóc jej wsiąść. Kelly i Peter wymienili zdziwione spojrzenia. Natalie zajęła miejsce obok Victorii. Ruszyli. Tak jak poprzednim razem jechali w milczeniu. Natalie miała wrażenie, że sytuacja się powtórzyła, ale tym razem towarzyszyła im Kelly a nie Karen. Dziewczyna uważnie obserwowała to, co znajdowało się po obu stronach ubitej drogi. Okolica była naprawdę piękna. Zielone łąki i pola, kolorowe domy i budynki gospodarskie. Mieszkańcy Krainy Kamienia wychodzili przed bramy swoich domów, witali się z czwórką z zamku kłaniając się. Kelly pozdrawiała ich gestem, Natalie uśmiechała się, a Victoria witała ludzi oszczędnym skinieniem głowy.
Po powrocie Victoria poprosiła wszystkich mieszkańców zamku o spotkanie w Sali Królewskiej. Ogłosiła im, że nazajutrz zamierza zorganizować walkę na miecze. Każdy, kto chciał, mógł w niej uczestniczyć. Wszyscy w zamku wiedzieli, że królowa była naprawdę dobra w szermierce. Nigdy nie miała sobie równych. Dlatego bano się zgłosić do takiego pojedynku.
Kolejnego dnia w zamku od rana mówiono tylko o nadchodzącym wydarzeniu. Każdy na to czekał.
– Przyjdziesz na pojedynek? – Spytała Victoria po śniadaniu.
– Jeszcze nie wiem. – Odpowiedziała niepewnie córka stolarza.
– Jesteś zaproszona. –
– Dziękuję. –
– Jak podobała ci się nasza wczorajsza wyprawa? –
– Bardzo ciekawe doświadczenie. – Natalie miała do walki neutralny stosunek, a wyprawę potraktowała jak rozrywkę. Ale żal jej było mieszkańców Krainy Kamienia. Widziała w ich oczach, jak bardzo pragnęli wolności.
Po południu mieszkańcy zamku zebrali się w Sali Królewskiej. Mata już była przygotowana. Zebrani szeptali między sobą. Natalie usiadła z boku. Dzięki ćwiczeniom z Ryanem nauczyła się wielu przydatnych rzeczy, ale nie rwała się do pojedynku. Prawdę mówiąc, bała się walczyć z królową, a dzisiaj nawet nie miała tego w planach. Chciała tylko popatrzeć. Charles zapowiadał tych, którzy mieli stanąć do walki z królową. Pierwszy był dworzanin Nicholas. Walczył dość sprawnie, ale miecz wypadł mu z ręki trzy razy pod rząd i musiał zejść z pola walki. W umowie o bitwach dla rozrywki w Krainie Kamienia, gdy miecz wypadł jednemu z walczących trzy razy albo gdy osoba ta została zraniona przez przeciwnika, wtedy przegrywała pojedynek. Następny był Brian. Widać było, że nie ma doświadczenia, ale kilka razy udało mu się zahaczyć o królową, nie raniąc jej, lecz dekoncentrując na chwilę. Jednak i on przegrał walkę z nastolatką. Kolejnym szermierzem był Ryan. Natalie patrzyła w niego jak w obrazek. Był maksymalnie skupiony, sprawnie posługiwał się mieczem, był pewny siebie i szybko wymieniał ciosy z królową. Walczył dłużej niż jego poprzednicy, ale w pewnym momencie dziewczyna wymierzyła silny cios i zraniła chłopaka. Z jego ręki trysnęła krew. Ryan upadł. Natalie zamknęła oczy ze strachu. „Ryan, nieeeeeeee!”. Zawołała w myślach. Chciało jej się płakać. Z trudem powstrzymała cisnące się do oczu łzy. Obserwowała jak Nicholas i Peter pomagają Ryanowi zejść z maty. Chłopak przy upadku skręcił też kostkę.
– Kto następny? – Spytała Victoria. Natalie ogarnął taki gniew, jakiego nie czuła jeszcze nigdy. Wiedziała, że Victoria nie miała zamiaru zranić Ryana, ale była zła, że monarchini nawet nie przeprosiła chłopaka. Wstała.
– Ja. – Powiedziała głośno. Po sali rozszedł się śmiech.
– Ty chcesz walczyć z królową? – Spytał Nicholas z pogardą. – A w ogóle potrafisz? – Natalie nie zareagowała na zaczepkę dworzanina. Ruszyła w stronę królowej.
– Przecież to jest wieśniaczka! W dodatku nie wiadomo skąd! Ona nie może walczyć z królową Krainy Kamienia! – Zawołała służąca Serena.
Natalie zacisnęła zęby. „Co za dyskryminacja”. Pomyślała. Szła dalej w stronę maty. Victoria obserwowała ją uważnie. Córka stolarza weszła na planszę ze zdecydowaną miną. Była pewna siebie jak nigdy. Wiedziała doskonale, czego chce. Chciała pomóc Victorii, chciała uwolnić mieszkańców zamku od złego czaru, a przede wszystkim chciała pokonać królową dla Ryana. Chciała zrobić to, co jemu się nie udało. Rozpoczął się kolejny pojedynek. Było słychać zgrzyty i szczęk królewskiego miecza i szabli Natalie. Dziewczyna nie miała innej broni.
– Hej, ty, dziewczyno z nikąd, nie masz szans z królową! Ta twoja szabelka prędko się złamie od uderzenia królewskiego miecza! – Zawołał Brian.
Natalie była maksymalnie skoncentrowana na walce. Żadne złośliwe uwagi do niej nie docierały. Ani razu nie wypuściła szabli z rąk, chociaż Victoria wszelkimi sposobami starała się do tego dopuścić. Na planszy trwał wyrównany pojedynek. W pewnej chwili Victoria zadrasnęła Natalie mieczem, ale córka stolarza nie przerwała walki. Nieduża rana nie uniemożliwiała jej kontynuowania pojedynku. Niespodziewanie dla zebranych i samej królowej z broszki zaczęło wydobywać się zielone światło. Jego blask był nie do zniesienia. Oślepił Victorię, co dało Natalie przewagę. Jednym zdecydowanym ruchem pozbawiła królową broni. Victoria upadła. Moc broszki działała na nią silniej niż na tych, których do tej pory ocaliła nastolatka. Obserwujący całą tę sytuację mieszkańcy zamku wstrzymali oddechy. Obawiali się tego, co zrobi Natalie. „Czy zrani Victorię”? Dziewczyna odłożyła szablę. Podeszła do nastoletniej królowej, pochyliła się nad nią i przyłożyła do jej ramienia broszkę, która teraz świeciła o wiele mocniej niż wcześniej. Victoria miała zamknięte oczy. Przez kilka minut nic się nie działo. W Sali Królewskiej panowała idealna cisza. Broszka przestała świecić, a Natalie klęczała przy Victorii na kolanach. Młoda królewna otworzyła oczy. Spojrzała na córkę stolarza.
– Kim ty tak naprawdę jesteś? – Spytała cicho.
– Ja… – Natalie wzięła głęboki wdech. – jestem Stalą. – Powiedziała dobitnie. Nie podniosła głosu, ale wszyscy zrozumieli.
– Kamień nie rozbije Stali. To Stal zwycięży Kamień. – Wyszeptała Victoria. – Więc to prawda. Dlaczego wcześniej nie domyśliłam się, że to ty? – Natalie pomogła usiąść królewnie.
– Wydaje mi się, że moja rola już się skończyła. Czy pozwolisz mi teraz odejść i wrócić do mojej ojczyzny? – Spytała.
– Nie odchodź. Proszę, zostań jeszcze trochę. Obiecałam ci odpowiedzieć na twoje pytania, pamiętasz? – Odezwała się królewna.
– Pamiętam. – Natalie zamyśliła się na chwilę. – No dobrze. Zostanę jeszcze przez jakiś czas. –
Kilkanaście minut później Natalie siedziała z opatrzoną ręką przy łóżku Ryana. Chłopak spał. Natalie popatrzyła na niego. Dziękowała losowi, że nic poważniejszego się nie stało. Chciała opowiedzieć przyjacielowi o wyniku swojego starcia z Victorią. Zastanawiała się też, co z królewną. Nagle drzwi pokoju otworzyły się. Stanęła w nich Kelly.
– Słuchaj, emmm… zmienię cię. Posiedzę tu z nim, a ty idź do królewny Victorii. Chce z tobą porozmawiać. – Powiedziała szeptem dziewczyna.
– W porządku. – Odezwała się równie cicho szesnastolatka. Ostatni raz spojrzała na Ryana i wstała. Ruszyła do drzwi, ale zatrzymała się w progu. Odwróciła się do służącej. – Kelly… naprawdę mam na imię Natalie. –
– Natalie. – Kelly zamyśliła się. – Ładnie. – Powiedziała z uśmiechem. – Idź już. Królewna Victoria na ciebie czeka. Obiecuję, że gdy Ryan się obudzi, powiem ci o tym. – Kelly spojrzała ze szczerością na dziewczynę.
– Dziękuję. – Córka stolarza wyszła z pokoju chłopaka i poszła do komnat królewskich. Wiedziała, jak tam dojść. Kiedyś zakradła się tam w nocy, aby obserwować rówieśniczkę. Zapukała. Victoria otworzyła drzwi i wpuściła Natalie.
– Chciałaś się ze mną widzieć Victorio, prawda? – Spytała córka stolarza. Przestała zwracać się do niej per „wasza wysokość” albo „królowo”.
– Tak. Usiądź proszę. – Nastoletnia królewna wzrokiem wskazała Natalie miejsce przy stole pod oknem. – Mam do ciebie prośbę. – Odezwała się, gdy rówieśniczka zajęła miejsce. – Zakop go tak, żeby nikt go nie znalazł. – Poprosiła, pokazując Natalie srebrny sztylet.
– To ten, który cię zranił, prawda? –
– Tak. I ten sam, którym ja zraniłam ciebie. –
– Dobrze. Ukryję go tak, że nikt go nie znajdzie. – Obiecała Natalie, biorąc sztylet do rąk. Victoria westchnęła.
– Chciałabym ci opowiedzieć wszystko, ale dzisiaj nie jestem na to gotowa. –
– Rozumiem. A kiedy będę mogła opuścić teren tego zamku? –
– Kiedy poznasz moją historię. – Odpowiedziała spokojnie Victoria.
– Czy uwolnisz Chelsea? –
– Tak, oczywiście. Teraz rozumiem, że niesłusznie została uwięziona. Obiecuję, że uwolnię ją jeszcze dziś. – Przyrzekła królewna.
Nadeszła pora kolacji. Natalie usłyszała dzwonek, którym zawsze wzywano mieszkańców zamku na posiłki. Kiedy weszła do jadalni, zauważyła przy stole dla służących Chelsea. „Więc Victoria dotrzymała słowa. Jak szybko to zrobiła”. Pomyślała nastolatka. Kelly i Chelsea widząc Natalie, uśmiechnęły się do niej. Córka stolarza ruszyła w kierunku stołu dla służących. Obejrzała się za siebie. „Czy Victoria i tym razem zaprosi mnie do swojego stołu”? Pomyślała. Królewna siedziała przy stole pod oknem tyłem do niej. Nie odwróciła się, gdy Natalie zatrzymała na niej wzrok. „Może nie chce, żebym dzisiaj z nią usiadła”. Dziewczyna puściła oczko do Kelly i podeszła do Chelsea.
– Witaj. Miło cię widzieć. Cieszę się, że jesteś wolna. – Zwróciła się Natalie do służącej.
– Witaj. Ciebie również miło widzieć. – Natalie zajęła miejsce. Służąca pochyliła się ku Dziewczynie. – Kelly zdążyła opowiedzieć mi o tym, co się wydarzyło w ostatnich dniach. – Szepnęła do Natalie. – Wiem i o walce i o wyjeździe. Jesteś naprawdę odważna. Udało ci się wygrać pojedynek z królową i uwolnić ją i nas od złego czaru. Wiedziałam, że właśnie ty to zrobisz. – Szesnastolatka spuściła wzrok.
– Ale… to nic takiego… ja nic nie zrobiłam. – Powiedziała cicho.
– Jak to nic? – Odezwała się milcząca do tej pory Kelly. – Uratowałaś nas. – Powiedziała z przekonaniem w głosie. Natalie wbiła wzrok w stół. Zajęła się jedzeniem. Do końca posiłku nie odezwała się ani słowem. Nie czuła się bohaterką.
Po kolacji znowu odwiedziła Ryana. Osiemnastolatek nie spał, więc dziewczyna opowiedziała mu o swoim pojedynku z Victorią i o tym, że królewna na jej prośbę uwolniła Chelsea. Ryan ucieszył się. Był dumny z Natalie.
– Ty naprawdę jesteś Stalą. – Powiedział. – Wiedziałem. Wiedziałem od początku, że jesteś wyjątkowa. – Zapadła cisza. Oboje patrzyli sobie w oczy. Ryan czuł, że zakochał się w niej, ale nie wiedział, czy chciałaby tego. Od pewnego czasu marzył o czymś więcej, niż tylko o przyjaźni, jaką udało mu się zdobyć. Nie wiedział, że Natalie pragnęła tego samego. Bał się, że dziewczyna go odrzuci.
– Wiesz Ryan, ja naprawdę nie czuję się bohaterką. Jestem zwyczajna. Nie wyróżniam się niczym. Do tej pory byłam traktowana jak zwykła dziewczyna. A teraz? Mam wrażenie, jakby wokół mnie świeciło jakieś bardzo jasne światło i nie tylko oświetlało mnie, ale przyciągało uwagę innych. Nawet dworzanie i ministrowie rzucają w moją stronę ukradkowe spojrzenia pełne podziwu. Nie dają po sobie niczego poznać. Udają, że nadal mnie nie zauważają, ale dostrzegam te spojrzenia i mam ochotę uciec, ukryć się gdzieś tak, żeby nikt mnie nie znalazł. –
– To dlatego, że okazałaś się być silniejsza od nich. Pokazałaś, co tak naprawdę potrafisz i uwolniłaś nas wszystkich. Myślę, że oni po prostu są tobie wdzięczni za to, czego dokonałaś. –
– Jak twoja ręka? – Spytała, pochylając się nad nim z troską.
– Nie tak źle. – Odpowiedział. Chłopak wyciągnął do Natalie drugą rękę i ujął jej dłoń w swoją. Natalie miała wrażenie, że serce wyskoczy jej z piersi. Czuła się tak, jakby jej serce miało lada chwila odlecieć nie wiadomo gdzie. Przez długie minuty nic nie mówili. Oboje cieszyli się swoją obecnością. Chcieli, żeby ta chwila trwała wiecznie. Natalie pomyślała o tym, że niedługo będzie musiała opuścić kamienny zamek. Co zrobi po rozstaniu z chłopakiem, który dał jej siłę do tego, żeby przeciwstawić się złemu postępowaniu Victorii? Nie chciała stracić kontaktu z Ryanem. Tego była pewna w stu procentach.
Tydzień później zobaczyła Ryana w ogrodzie. Chłopak był w o wiele lepszej formie. Ręka go już nie bolała, a jego kostka wyglądała lepiej. Tak mówiła Kelly, która regularnie zaglądała do młodzieńca.
– Cześć Ryan! – Zawołała i podbiegła do niego.
– Dzień dobry Natalie. – Odpowiedział z promiennym uśmiechem. Usiadła obok niego na ławce. Przed słońcem osłaniał ich olbrzymi kasztanowiec, pod którym zawsze się spotykali. To drzewo stawało się powoli ich drzewem, a miejsce – ich miejscem.
– Widzę, że lepiej wyglądasz. – Zagadnęła.
– O tak. I lepiej się czuję. – Odpowiedział.
– To dobrze. Martwiłam się. –
– Wiem. Spotkamy się dzisiaj wieczorem? – Spytał.
– Czemu nie. –
Rozmawiali przez jakiś czas. Ryan miał jeszcze kilka rzeczy do zrobienia i Natalie zaoferowała mu pomoc. Wyjaśnił jej, że Victoria odwiedziła go jeszcze w dniu pojedynku, aby go przeprosić. Później Natalie pomagała Kelly i Chelsea. Wszystkie trzy rozmawiały i śmiały się. Od kilku minut nastolatka czuła na sobie czyjś wzrok. Domyśliła się, że to Victoria ją obserwuje. Nie odwróciła się, żeby to sprawdzić. „Jeżeli ona mnie ignoruje od tygodnia, to ja też mogę ją ignorować. Nic się nie stanie”. Pomyślała.
Wieczorem znów spotkała się z Ryanem. Opowiadał jej o swoim dzieciństwie, które spędził w jednej ze wsi w Krainie Kamienia. Gdy miał siedem lat, został wysłany na służbę do zamku królewskiego. Jego rodzice zmarli, kiedy był bardzo mały. Miał tylko babcię, którą widywał co jakiś czas. Natalie także opowiedziała mu o sobie. Opowiedziała mu o swoim ojcu i o przyjaciołach, z którymi była związana. Opowiedziała o ich występach muzycznych i o spotkaniu z królem Krainy Stali. Ryan nie mógł wyjść z podziwu. Opowiedziała mu też o Walterze, który zakochał się w niej. Ona – Natalie była w stanie dać mu tylko koleżeństwo. Rozmawiała z nim kilka razy. Ostatnim razem długo, ale tylko na temat muzyki. Wiedziała, że ona i Walter nigdy nie będą razem. To z Ryanem chciała być.
– W sumie, na dobre wyszło to całe porwanie. Gdyby nie to, nie spotkałabym ciebie. – Powiedziała z delikatnym uśmiechem. Ryan puścił jej perskie oko.
– Tak. No i uwolniłaś nasze królestwo i Victorię. – Natalie spuściła wzrok. – Zapadła cisza. Chłopak odezwał się dopiero po chwili. – Natalie, chciałbym czegoś spróbować. – Powiedział.
– Czego dokładnie? – Spytała. Dał jej znać oczami, co zamierza zrobić. Powoli pochylił się do przodu. Nie chciał jej przestraszyć. Natalie zorientowała się, czego chce chłopak i czekała spokojnie. Ryan delikatnie złożył na jej ustach pierwszy pocałunek. Natalie wzięła go za rękę i spojrzała w dal.
– O czym myślisz? – Spytał cicho.
– O wszystkim. O tym, co przeżyłam do tej pory i o tym, co jeszcze mnie czeka. Ryan, – Odezwała się po chwili. – Zrobisz coś dla mnie? –
– Zrobię wszystko. Powiedz tylko, czego pragniesz. – Przyrzekł.
– Czy znasz jakieś miejsce, do którego nikt się nie zapuszcza? –
– Znam. Jest takie miejsce, ale po drugiej stronie ogrodu. Nikt nigdy tam nie był oprócz mnie. A dlaczego pytasz? –
– Victoria poprosiła mnie, żebym ukryła gdzieś ten sztylet, o którym ci mówiłam. –
– No tak. – Przypomniał sobie chłopak. – Tylko ty możesz to zrobić, bo tylko ty go widzisz. No i ona też go widzi. – Dodał.
– Wiesz, wydaje mi się, że nie tylko o to tu chodzi. Ona też nie może tego zrobić. –
– Chodzi ci o to, żeby królewna Victoria nie znalazła tego sztyletu i żeby nie miał na nią wpływu, tak? –
– Nie tylko. To ja muszę go zakopać, bo jestem jedyną osobą, na którą nie podziałała jego moc. Rozumiesz? Już dawno mogłam stać się taka jak Victoria i każdy z was. Ale jestem odporna na moc tego przedmiotu. –
– Wiesz dlaczego? – Spytał, a w jego oczach malowała się ciekawość.
– Bo mam broszkę i… i tarczę. – Powiedziała powoli.
– Tarczę? –
– Tak. – Natalie pokazała mu krzemień. – Ten kamień jest moją tarczą.
– Ach, rozumiem. To dlatego byłaś odporna na moc Victorii i dlatego nie stałaś się taka jak ona i my wszyscy? –
– Tak. Na początku bałam się, że ta tarcza nie zadziała, ale zadziałała. –
– Rozumiem. Chodźmy już. Zakopmy ten sztylet jak najszybciej. Masz go ze sobą? –
– Tak. Mam. –
Victoria leżała w swojej komnacie na łożu pod baldachimem. Nie mogła zasnąć. To już kolejny dzień, kiedy zastanawiała się, jak ma odpowiedzieć tej prostej dziewczynie na pytania, które jej zadawała. Ostatnio ignorowała rówieśniczkę. Obawiała się, że dziewczyna będzie znowu pytać o to, co wtedy podczas kolacji. Jednak nic takiego się nie działo. Od kilku dni nastolatka również ignorowała Victorię. Dlaczego? Tego królewna nie wiedziała.
Następny dzień minął błyskawicznie. Nic specjalnego się nie działo. Natalie spędzała dzień jak zwykle w towarzystwie Ryana, Kelly i Chelsea. Victoria spacerowała samotnie korytarzami zamku, a jej myśli krążyły wokół pytań postawionych przez dziewczynę. Po kolacji królewna zdecydowała, co zrobi.
– Kelly, – Królewna przywołała służącą gestem. – Powiedz tej dziewczynie… no wiesz… tej z broszką z bursztynem, że chciałabym ją widzieć. Niech przyjdzie do mojej komnaty tak jak ostatnio. – Powiedziała, a jej głos nie brzmiał już rozkazująco. To była prośba.
– Oczywiście. – Kelly poszła do pokoju córki stolarza. – Natalie, – Powiedziała do nastolatki. – królewna chciałaby cię widzieć. –
– Już idę. – Powiedziała Natalie. Odłożyła książkę, którą przyniósł jej Ryan i wyszła z pokoju za służącą. Kiedy przyszła do komnaty królewskiej, drzwi były uchylone. Victoria zaprosiła ją gestem do środka. Weszła.
– Zastanawiasz się pewnie, dlaczego zaprosiłam cię do mojej komnaty. Mam rację? – Spytała monarchini. Natalie przeczuwała, że ten moment kiedyś nadejdzie, więc wiedziała, dlaczego Victoria poprosiła o spotkanie.
– Chcesz odpowiedzieć na moje pytania, prawda? –
– Tak. Usiądź. – Znajdowały się teraz po przeciwnych stronach stolika, tak jak ostatnio. – Chciałabym opowiedzieć ci wszystko. Od początku do końca. Chciałabym, żebyś zrozumiała, co się ze mną stało. To, że stałam się taka… okrutna, nie było moją winą. To ten sztylet. To on mnie tak zmienił. Pewnie ktoś opowiedział ci już moją historię, prawda? –
– Tak. Ryan opowiedział mi o wszystkim. –
– Ale nie powiedział ci, co spowodowało te wydarzenia? –
– On nie wiedział, dlaczego to się stało. – Victoria wzięła głęboki wdech i przemówiła:
– Zawsze byłam szczęśliwą osobą. Nigdy niczego mi nie brakowało. Miałam rodziców i siostrę. Moja siostra miała chłopaka – pewnego szlachcica. Cieszyłam się, że Lisa jest szczęśliwa. Zauroczyłam się w jej ukochanym – Williamie, ale nie chciałam odbierać jej szczęścia. Pewnego dnia do naszego królestwa przybyli trzej mężczyźni w czarnych pelerynach. Widziałam ich przez okno, kiedy byłam w ogrodzie. Jak się później dowiedziałam, byli to trzej handlarze, którzy zaproponowali moim rodzicom kawałek ziemi, który chcieli sprzedać. Kiedy wychodzili, minęli mnie i pozdrowili, ale nie odezwałam się do nich, a potem widziałam przez okno ich odjazd. Następnego dnia spotkałam Lisę. Bała się, co będzie dalej. Miała złe przeczucia. Obawiała się, że stanie się coś złego. Poprzedniej nocy miałam okropny sen… ten sen był proroczy… – Victoria zawiesiła głos. – Po południu – Ciągnęła. – wyszłam do ogrodu, żeby przemyśleć wydarzenia poprzedniego dnia. Nic szczególnego się nie działo, pogoda nie była zła. Nagle zobaczyłam błyski, usłyszałam grzmoty, wiatr i tętent końskich kopyt i ciągnącego przez nie powozu. To musieli być oni. Poczułam ukłucie sztyletu. Upadłam. Nie wiem, jak długo leżałam na ziemi. Usłyszałam głos Lisy. Wołała mnie. Martwiła się. Pytała, czy wszystko w porządku. Nie mogłam sobie niczego przypomnieć. Wtem zauważyłam srebrny sztylet. Powiedziałam o tym Lisie, ale ona go nie widziała. Ryan i Brian na jej prośbę przenieśli mnie do komnaty. Zabrałam sztylet, bo byłam ciekawa, co się będzie dalej dziać. Ten przedmiot miał w sobie jakąś tajemnicę, a ja chciałam ją poznać. Jakiś czas później dowiedziałam się, że moi rodzice zginęli. To było okropne. Wszystko się zmieniło. Ja też. Nie wiedzieć czemu zatrzymałam srebrny sztylet. Nikomu o nim nie powiedziałam. Lisa myślała pewnie, że zostawiłam go w ogrodzie. Ona przygotowywała się do koronacji, a ja wyjechałam na kilka dni do pewnej odległej wsi, gdzie prawie nikt nie mieszka. Chciałam podjąć jakąś decyzję. Tam spotkałam kogoś… młodzieńca. Powiedział, żebym zatrzymała sztylet. Posłuchałam go. Nie wiem, skąd o nim wiedział. Po trzech dniach wróciłam do zamku. Nie powiedziałam nikomu, gdzie byłam. Coraz bardziej kłóciłam się z Lisą i coraz bardziej pragnęłam władzy. … Tak naprawdę dopiero w tamtych dniach dowiedziałam się, czym jest zazdrość. W dzień koronacji mojej siostry podstępem uwięziłam ją i sama kazałam się koronować. Dzięki sztyletowi dostałam taką Moc, o jakiej mi się nie śniło. Jedno spojrzenie i wszyscy stali mi się posłuszni. Po koronacji wygnałam moją siostrę i Williama. Jej służąca Chelsea zaczęła mi się przeciwstawiać. Nie podobało mi się to i dlatego ją uwięziłam. Chciałam wszystkich podporządkować moim rozkazom. Chciałam też odnaleźć tego, kto sprawił, że zaczęłam podejmować błędne decyzje. Wiedziałam, że dzieje się ze mną coś złego, ale nie umiałam tego zatrzymać. Pojechaliśmy na ziemię, jednak nie znalazłam odpowiedzi na swoje pytanie. Rozkazałam jechać Peterowi okrężną drogą. I tak znaleźliśmy się w Krainie Stali. Dotarliśmy do twojej wioski i twojego domu. Obserwowałam cię z ukrycia. Nagle ogarnęła mnie ogromna zazdrość i złość… ty byłaś szczęśliwa, a ja nie. To dlatego rzuciłam w ciebie tym sztyletem. Chciałam, żebyś cierpiała jak ja. Dopiero później zrozumiałam swój błąd, dlatego postanowiłam dać ci trochę swobody, a jednocześnie chciałam cię zatrzymać, żebyś nie opowiedziała nikomu, co tak naprawdę się wydarzyło. To dlatego zabroniłam ci opuszczać teren zamku. – Victoria zamilkła. – Rozumiesz już? – Spytała po chwili. Nie spuszczała wzroku z Natalie. Dziewczyna skinęła głową. – Nie miałam pojęcia, że masz tak wielką moc i że uwolnisz mnie i wszystkich mieszkańców spod tego okropnego czaru. Dziękuję, że miałaś odwagę to zrobić. To dlatego ciągle cię obserwowałam. Chciałam sprawdzić, czy moc sztyletu zacznie działać na ciebie. Ale ty okazałaś się silniejsza niż przypuszczałam. Dziękuję, że uratowałaś nas wszystkich. – Natalie odezwała się po dłuższej chwili.
– Zakopałam ten sztylet tak, jak prosiłaś. –
– To dobrze. Mam nadzieje, że nikomu nie przyjdzie do głowy go szukać. –
– Nawet jeżeliby przyszło, nikt go nie znajdzie. –
– Jesteś tego pewna? –
– Tak. –
Victoria nie spuszczała wzroku z rówieśniczki.
– Czy mogłabym dowiedzieć się, jak naprawdę masz na imię? – Spytała cicho.
– Mam na imię Natalie. – Odpowiedziała spokojnie córka stolarza.
– Czy powiesz mi więcej o sobie oprócz tego, co już wiem? –
– A co chciałabyś wiedzieć? – Natalie uważnie spojrzała na królewnę.
– Powiedz mi tylko tyle, ile możesz. –
– Urodziłam się w Krainie Stali. Tata opiekował się mną od zawsze. To on nadał mi imię i nauczył mnie wielu rzeczy. Miałam szczęśliwe dzieciństwo. Oprócz taty mam jeszcze dwoje przyjaciół. Mamy własny zespół. Dajemy koncerty, sami tworzymy muzykę i teksty. Pewnego dnia śpiewaliśmy nawet dla króla Colina. Król był zachwycony naszym występem. A potem przyszedł dzień moich szesnastych urodzin… Resztę już znasz. –
– A co z tą broszką? – Spytała królewna.
– To prezent. Pamiątka. –
– Czy mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie? – Natalie skinęła głową. – Dlaczego ty jako jedyna nie uległaś mocy srebrnego sztyletu? –
– Myślałam, że wiesz. –
– Jesteś Stalą, ale… czy to wszystkie powody twojej odporności na jego moc? – Natalie nie była pewna, czy chce opowiadać Victorii o wszystkim. Zawahała się. – Jeżeli nie chcesz o tym mówić, nie musisz. – Córka stolarza spojrzała prosto w oczy królewnie i cicho poprosiła zupełnie tak, jak królewna jakiś czas temu:
– Daj mi trochę czasu. Nie jestem jeszcze gotowa, żeby ci powiedzieć o wszystkim. – Victoria pokiwała głową ze zrozumieniem.
– Dam ci tyle czasu, ile potrzebujesz. – Odpowiedziała jej spokojnie.
Tej nocy Natalie podjęła spontaniczną decyzję. Poprosiła Ryana o spotkanie.
– Chciałam się z tobą pożegnać. –
– Opuszczasz nas? – Spytał. – Dlaczego? – Był zaskoczony jej nagłą decyzją.
– Moi bliscy martwią się o mnie. A tu zrobiłam już wszystko, co było trzeba. Czas, bym wróciła do domu. Victoria sama powiedziała, że gdy powie mi całą prawdę, będę mogła odejść. –
– Opowiedziała ci o tym, co się tu wydarzyło? –
– Tak. Znam już jej historię. –
– Będę za tobą tęsknił Natalie. –
– Ja za tobą też Ryan. Dziękuję za to, że dałeś mi nadzieję, kiedy tego potrzebowałam. – Przytulił ją i pocałował. Nie obiecywali sobie nic. Na horyzoncie pojawiły się Kelly i Chelsea. Podbiegły do Natalie i uściskały ją, dziękując za ocalenie królestwa Krainy Kamienia. Po chwili Natalie odwróciła się i odeszła w stronę najdalszej części ogrodu. Tam była furtka, której nikt nie zamykał. Znaleźli ją z Ryanem, gdy zakopywali srebrny sztylet. Noc była jasna. Świecił księżyc. Nie miała pojęcia, że Victoria obserwuje ją uważnie ze swojego okna, a z jej oczu płyną łzy. Wiedziała, że to kiedyś nastąpi. Że dziewczyna ze stali będzie musiała opuścić jej zamek, by móc wrócić do domu. Nie spodziewała się jednak, że stanie się to tak szybko.

4 odpowiedzi na “K i S 5”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *