Kategorie
Opowiadania

Kolejne opowiadanie napisane w gimnazjum.

Dlaczego?

Dziewczyna weszła do domu. Właśnie wróciła ze szkoły. Zdjęła buty i poszła do pokoju ojca. Rano źle się poczuł, więc chciała sprawdzić jego obecny stan. Leżał na łóżku. Pomyślała, że śpi. Podeszła do niego i delikatnie dotknęła jego ręki. Była zimna i sztywna.
„O Boże! Tylko nie to!” Pomyślała.
Pobiegła do swojego pokoju, padła na łóżko i rozpłakała się. W tym momencie najbardziej pragnęła pojechać do Anglii, gdzie była jej matka, dwaj starsi bracia, i dwie siostry: jedna starsza, druga młodsza. Ojciec planował, że jak tylko rozpoczną się wakacje, obydwoje pojadą do Anglii.
Dziewczyna po kilku minutach otrząsnęła się i zaczęła intensywnie myśleć. „Co teraz mam zrobić? Jak sobie dalej radzić? Nie mogę tu zostać. Muszę jechać do Anglii. Za wszelką cenę się tam dostać.” Zaczęła się pakować. Podjęła decyzję i dobrze wiedziała co robi. Zabrała najpotrzebniejsze rzeczy
i schowała je do plecaka oraz małej walizeczki. Do kieszeni w spodniach włożyła tymczasowy dowód osobisty, paszport i bilet.
Ubrała się i wyszła na podwórko. Pogoda była śliczna. Świeciło słońce, powiewał lekki wiaterek, było bardzo ciepło, pachniało zbliżającym się latem. Na polach rosły bujne łany zboża, a na łąkach kolorowe kwiaty. Dziewczyna szła polną drogą przez wieś. Po kilku minutach marszu znalazła się
w budynku małego pobliskiego dworca. Rozglądała się w poszukiwaniu kasy biletowej, która była punktem orientacyjnym. Stąd już łatwo było dostać się na peron.
Nagle zauważyła pod ścianą małego chłopca. Płakał. Podeszła do niego i zapytała spokojnie:
– Dlaczego płaczesz? –
– Bo nie mam pieniędzy na bilet i nie mogę jechać do wujka. – Odpowiedział przez łzy.
– Chodź ze mną. – Powiedziała. Dzieciak spojrzał na nią nieufnie. – Spokojnie. Nie bój się. Nie mam zamiaru robić ci krzywdy. – Uspokoiła go. Podeszli do kasy. Młoda kasjerka uśmiechnęła się do nich przyjaźnie.
– Dzień dobry. W czym mogę pomóc? – Zapytała.
– Dzień dobry. – Powiedzieli równocześnie chłopiec i dziewczyna.
– Chciałbym kupić bilet do Gdańska.
– Jeden?
– Tak.
– Jak się nazywasz?
– Jarosław Podsiadło.
– Trzymaj. – Powiedziała nastolatka podając chłopcu pieniądze.
Podał je kasjerce, a ona dała mu bilet.
Podziękowali sobie wzajemnie, pożegnali się i dzieci ruszyły w stronę peronu. Pociąg właśnie przyjechał. Wtaczał się na peron z prędkością ślimaka. Wsiedli. Znaleźli jakiś pusty przedział, a kiedy pociąg ruszył, konduktor zaczął sprawdzać bilety. Wszedł do przedziału nastolatki i Jarka.
– Oooo! Dzień dobry, dzień dobry. A wy sami podróżujecie? – Zapytał.
– Tak. – Odpowiedziała dziewczyna.
– W takim razie bileciki do kontroli proszę.
Obydwoje wyjęli bilety, a dziewczyna pokazała jeszcze swoje DO. Konduktor podziękował i opuścił przedział.
Podróż trwała kilkanaście godzin, w ciągu których gimnazjalistka zdążyła zadzwonić do starszej siostry i poinformować ją, że jest w drodze, a następnie opisać jej w SMS-ie co się stało. Zdążyła też dobrze się wyspać.
Wreszcie dojechali na miejsce. Jarek pobiegł prosto do czekającego na niego na stacji wujka. Wujek Jarka podziękował dziewczynie za to, że pomogła jego siostrzeńcowi bezpiecznie przyjechać do Gdańska.
– Dokąd sama podróżujesz? – Zapytał.
– Jadę do Anglii. Tam jest moja rodzina i muszę się do niej dostać.
– Słuchaj. Nie znasz może takiego człowieka, który pochodzi z Filipówki i nazywa się Michał Lewandowski?
– Ja pochodzę z Filipówki i znam tego człowieka. To mój ojciec.
– Naprawdę? Jesteś córką mojego kolegi ze studiów. Nazywam się Jan Podsiadło.
– Miło mi pana poznać.
– Nie wiesz może co się z nim dzieje? Nie odbiera moich telefonów. Od kilku godzin próbuję się
z nim skontaktować i nic.
– On… już się pan z nim nigdy nie skontaktuje… chyba że… w niebie. – Ostatnie słowa wyszeptała.
– Och! Nie wiedziałem. Przepraszam… Miał problemy z sercem… ale zbyt szybko Bóg chciał go mieć u siebie. Leć już drogie dziecko. Niech Bóg ma cię w opiece przez całą drogę i niech ma
w opiece całą twoją rodzinę. Szczere kondolencje.
– Dziękuję. Przekażę całej rodzinie. Do widzenia.
– Do widzenia.
– Cześć Jarek. – Powiedziała dziewczyna.
– Cześć i dzięki za wszystko! – Zawołał Jarek za znikającą za budynkiem dziewczyną.
Nastolatka szła jakąś ulicą, rozglądając się i szukając portu, z którego odpływałby prom do Anglii. Nagle zza rogu jakiegoś wysokiego budynku wyszli dwaj huligani. Wyglądali bardzo groźnie. Ruszyli w jej kierunku. Po kilku sekundach już ją dopadli. Jeden zaczął ją szarpać, ale dziewczyna dobrze wiedziała jak się bronić. Z prawego sierpowego trzasnęła go w ramię aż się obrócił. Drugi uderzył ją w ramię i dostał od niej w zęby, szarpnął ją za włosy, a ona jednym ruchem ręki położyła go na ziemię. Nagle od strony portu wyszła jakaś dziewczyna. Była starsza od gimnazjalistki. Może w wieku kasjerki, może ciut młodsza. Huligani ledwo ją zobaczyli i już ich nie było.
Gimnazjalistka zobaczyła ją. Starsza dziewczyna wyglądała tak, jakby trenowała siatkówkę. Podeszła do nastolatki.
– Wszystko w porządku? – Zapytała po angielsku.
– Tak. Dziękuję za pomoc. Gdyby się pani nie pojawiła, to nie wiem, czy oni by mnie zostawili
w spokoju.
– Najważniejsze jest to, że jesteś cała. Obserwowałam cię od twojego pojawienia się tutaj i kiedy ujrzałam tych dwóch, już chciałam ci pomóc, ale zobaczyłam że sobie świetnie radzisz. Nieźle ci poszło. Gratulacje. – Powiedziała Angielka, podając dłoń młodszej dziewczynie. – Nazywam się Karen Carter. – Dodała.
– Miło mi panią poznać. Ja nazywam się Milena Lewandowska. –
– Wiesz co? Mówmy sobie po imieniu.
– Dzięki. Słuchaj Karen, wracasz może do Anglii? – Zapytała Milena.
– Tak. A o co chodzi?
– Potrzebuję się tam dostać i muszę mieć opiekuna. Pomogłabyś mi?
– Jasne. A rodzice ci pozwolili? Masz paszport?
– Paszport mam. W Anglii jest moja rodzina. Oni już wiedzą, że jadę do nich.
– Okay. Nie ma problemu. Chodź ze mną. Będę cię mieć na oku. – I ruszyły w stronę portu.
Bardzo szybko i łatwo dostały się na prom płynący do Anglii. Kontroler sprawdzał, kto płynie tym promem, żeby nie było żadnych przykrych niespodzianek.
– Wracacie, czy płyniecie do Anglii? – Zapytał Karen i Milenę po angielsku.
– Ja wracam, ona płynie. – Odpowiedziała Karen. Kontroler sprawdził ich paszporty, a potem przyjrzał się Milenie.
– Jesteś bardzo podobna do mojego kolegi ze studjów. – Powiedział po polsku do dziewczyny.
– Jak się nazywał? – Zapytała.
– Nie wiem czy go znasz. Nazywał się Michał Lewandowski i pochodził z Filipówki.
– Jestem jego córką. Nazywam się Milena Lewandowska.
– Ach, miło mi cię poznać.
– Mnie pana również.
Kontroler uśmiechnął się do nastolatki i zajął się rozmową z jakimś mężczyzną. Dziewczyny odeszły kilka kroków dalej, były już na promie. Nagle Milena zatrzymała się.
– Hej, co się dzieje? – Zapytała Karen.
– Czekaj chwilę. – Powiedziała Milena. Przyjrzała się mężczyźnie, który rozmawiał z kontrolerem. To był wujek Jarka, kolega jej taty, którego znał ze studiów. Rozmawiali o czymś i nagle kontroler się zasmucił. Po chwili spojrzeli na nią i dziewczyna już wiedziała o czym rozmawiali. – Chodźmy już. – Powiedziała cicho.
Wreszcie znalazły jakieś wolne miejsce i usiadły. Milena wyjęła swoją komórkę i napisała do starszej siostry, że już jest na promie, że jest z Karen, która powiedziała, że będzie się nią opiekować, napisała o huliganach, którzy ją chcieli napaść, o wujku Jarka i kontrolerze, że są kolegami ich ojca ze studiów. Siostra jej odpisała, że zna Karen i że to jej koleżanka ze szkoły. „Ale jaja. Pewnie Aśka wiedziała, że Karen wraca do Anglii i poprosiła ją o to, żeby mnie zabrała.” Do Karen ktoś zadzwonił. – Zostań tu. Za chwilę wracam. – Powiedziała do Mileny. Odeszła kilka kroków, ale Milena mogła czytać z ruchu jej warg. To była Asia. Kontaktowała się właśnie z Karen i chciała wiedzieć, czy wszystko
w porządku. Po kilku minutach dziewczyna wróciła.
– Chyba wiem, kto do ciebie dzwonił. – Powiedziała Milena.
– Tak? A skąd wiesz? – Zapytała Karen.
– Moja siostra napisała mi w SMS-ie, że cię zna, bo jesteś jej koleżanką ze szkoły i że poprosiła cię o pomoc.
– Tak. To prawda. Joanna poprosiła mnie, żebym cię zabrała, kiedy będę wracać.
– A co robiłaś w Polsce, jeżeli można wiedzieć?
– Ja i Joanna mamy do zrobienia taką pracę o obcokrajowcach w Polsce. Ona była bardzo zajęta czymś innym, a ja pojechałam zagrać swoją rolę. Chciałam się dostać do polskiego akademika i szkoły, żeby zrealizować ten projekt. Właśnie dziś miałam wracać do kraju, kiedy Joanna zadzwoniła do mnie
i poprosiła mnie, żebym czekała na ciebie blisko portu. Opisała mi ciebie przez telefon, dlatego bez trudu cię rozpoznałam. Nie podała mi tylko twojego imienia, ale powiedziała, że jesteś jej siostrą, więc wiedziałam o kogo chodzi.
– Długo ją znasz?
– Znamy się bardzo dobrze. Jesteśmy przyjaciółkami. W trudnych chwilach ona pomaga mnie, a ja pomagam jej.
– To teraz twoja kolej niesienia pomocy jej?
– Tak. Masz rację.
Powoli zapadała noc.
– Karen?
– Tak?
– Czy daleko jeszcze do lądu? – Zapytała Milena.
– A co jest. Masz chorobę morską?
– Nie. Czuję się dobrze. Pytam tylko z ciekawości.
– Płyniemy już pół godziny, więc za jakieś dwie godziny powinnyśmy być na miejscu.
– Swoją drogą to ja nigdy nie miałam choroby morskiej.
– Naprawdę?
– Tak. Nie dawno mieliśmy wycieczkę, płynęliśmy statkiem i mnie nie wzięło.
– Kiedy płynęłam do Polski, to tak mnie wzięło, że hej. Normalnie było okropnie.
Po chwili obok nich usiadł jakiś chłopak. Milena zaczęła mu się przyglądać. I wtedy go poznała. Tak. To na pewno był on.
– Dobry wieczór. – Odezwał się po angielsku. Obserwował Milenę od momentu jej wejścia na prom. Słyszał, w jakim języku rozmawia z Karen i chciał, żeby Milena go zobaczyła, żeby wiedziała, że
o niej pamięta. A ona pamiętała go bardzo dobrze. Myślała o nim w dzień i w nocy. Śnił jej się. Miała nadzieję, że jeszcze kiedyś go zobaczy.
– Dobry wieczór. – Odpowiedziała Karen po angielsku.
– Cześć Marcel. To Naprawdę ty? – Zapytała Milena po polsku.
– Tak. To ja. Widzę, że jeszcze o mnie nie zapomniałaś. To dokładnie tak, jak ja o tobie. –
Uśmiechnął się do niej tak, że ona nie była w stanie mu nie odpowiedzieć.
– Marcel, pozwól. Karen to jest mój kolega z kolonii. Marcel, to jest koleżanka mojej siostry.
– Miło mi panią poznać. – Odezwał się chłopak po angielsku.
– Mnie ciebie również. – Podali sobie dłonie.
– Milenko. Co u ciebie. Nic się nie zmieniłaś od tamtego czasu.
– U mnie… może być. A u ciebie?
– U mnie wszystko w porzo. Pamiętasz? Nie mów mi tego, o czym nie powinienem wiedzieć.
– Tak. Pamiętam.
Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę.
– Uuuu! Zakochani. – Skwitowała Karen po angielsku.
– Karen? – Powiedziała Milena.
– No co. Mówię, co widzę.
Nagle z ciemności wyszło dwóch wysokich chłopaków. Tylko Milena ich widziała. Karen i Marcel patrzyli na morze, które powoli zaczynało szarzeć. Dziewczyna wyjęła z plecaka dwie pary kajdanek, które przezornie zabrała ze sobą. Wiedziała jak ich używać i w jakich sytuacjach. I właśnie teraz mogła z nich skorzystać. Nie podobali jej się ci chłopcy. Ostrożnie podeszli do ławki, na której stał plecak Karen. Milena obserwowała ich przez cały czas.
Myśleli, że nikt na nich nie patrzy, bo Milena tylko kątem oka ich obserwowała. Jeden z nich dotknął plecaka, drugi mrugnął do tego pierwszego i dwóch kolegów zaczęło zmykać. Nastolatka zerwała się na równe nogi i tak szybko, jak sarenka pobiegła za nimi. W kilka sekund dopadła jednego z nich,
a drugi pobiegł dalej. Zobaczyła, że to nie jest ten z plecakiem, ale zapytała spokojnie po angielsku:
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Chcieliśmy zarobić. – Przyznał się chłopak.
– Dlaczego w taki sposób? – Zapytała Milena.
– Nie wiem. – Odpowiedział cicho chłopak.
Dał się skuć Milenie, a po chwili dziewczyna zapytała go:
– Gdzie jest twój kolega?
– Pewnie w kryjówce.
– A gdzie jest ta wasza kryjówka?
– Na tyle promu.
Dziewczyna pomogła wstać chłopakowi, a on zaprowadził ją do swojego kolegi. Ten drugi na prośbę skutego oddał Milenie skradziony plecak i pozwolił się skuć. Wtedy pojawili się zaniepokojeni Karen i Marcel. Milena oddała Karen jej własność, a następnie poprosiła Marcela, żeby pobiegł po swojego tatę. Jego ojciec był kapitanem tego promu.
Po chwili dwóch kolegów wsiadało na motorówkę i odpłynęło, a kapitan, jego syn i Karen dziękowali Milenie za odwagę, szybką reakcję, spryt i pomysłowość. Dostała gromkie brawa i pochwały, a kiedy na pytanie: skąd miała kajdanki i wiedziała o tym, jak się nimi posługiwać odpowiedziała, że zna takie rzeczy, bo jej ojciec ją uczył, wtedy ojciec Marcela zapytał:
– Czy twój tata jest policjantem?
– Tak. – Odpowiedziała krótko i cicho.
Było bardzo późno. Wszyscy już spali. Karen zasnęła siedząc na ławce. I tak nie było gdzie się położyć. Milena nie bardzo mogła spać. Gdy tylko chciała zasnąć, miała przed oczami cały swój męczący dzień. Poza tym całą jazdę pociągiem przespała. Jednak kiedy udało jej się zasnąć, przyśnił jej się ojciec. We śnie był taki jak zawsze: wesoły, uśmiechnięty, żartował. Mówił do niej, że świetnie sobie radzi, żeby postarała się jakoś zacząć żyć od nowa, że świat się jeszcze nie skończył, i że ma przyjaciół (tych nowych i starych), że zawsze będzie o nich pamiętać i prosił ją, żeby się za niego modliła. Obudził ją głos Karen:
– Hej, Milena, już widać brzeg. Niedługo będziemy na miejscu. – W porę zdążyła się obudzić i teraz budziła swoją podopieczną. Milena otworzyła oczy.
– To już jesteśmy na miejscu? – Zapytała.
– Jeszcze nie. Musimy się przygotować do zejścia na ląd. –
Po kwadransie prom wpływał do portu,
a po pięciu minutach wszyscy schodzili po trapie na ląd.
– Karen, czy ktoś na ciebie czeka w porcie? Pytam tylko z ciekawości. – Odezwała się Milena.
– Tak. Mam młodszego brata. Ma na imię Brian.
Nagle zza rogu naprawianego statku wybiegł jakiś chłopiec.
– Karen! – Zawołał, a po chwili był już w ramionach siostry. Milena szukała wzrokiem swojej siostry.
Po chwili ją zobaczyła. Joanna wodziła wzrokiem wzdłuż brzegu. Wreszcie dojrzała Milenę. Obydwie biegły już ku sobie. Padły sobie w objęcia, a Milena rozpłakała się ze szczęścia.
– Tak się cieszę, że nareszcie cię widzę, Asia. – Powiedziała przez łzy.
– Ja też się bardzo cieszę. Tęskniłam za tobą, Mileś. – Powiedziała Joanna.
Stały tak dłuższą chwilę. Joasia pogłaskała Milenę po głowie. – Już dobrze, Mileś. Już dobrze. Powiedziała spokojnie. Kiedy Milena się uspokoiła, razem z siostrą podeszły do Karen i Briana, którzy rozmawiali w ojczystym języku tak, jak Milena i Joanna przed chwilą. Karen odwróciła się.
– Karen, dziękuję ci za pomoc, dziękuję ci za to, że dowiozłaś Milenę bezpiecznie tak, jak mi obiecałaś. – Powiedziała Asia.
– A ja tobie dziękuję za to, że pilnowałaś Briana wtedy, kiedy mnie nie było. Za to, że opiekowałaś się nim w porcie. – Powiedziała Karen. Podały sobie dłonie na znak przyjaźni.
Szli we czworo przez port. Karen opowiedziała Joannie o tym, co wydarzyło się w Gdańsku
i o chłopakach ze statku, którzy zabrali jej plecak i o tym, jak Milena sobie z nimi poradziła.
– No, no! Mila. Naprawdę ich skułaś prawdziwymi kajdankami? – Zapytała Joanna pełna podziwu.
– Tak. To prawda. – Odpowiedziała gimnazjalistka.
– I naprawdę się biłaś z chuliganami? – Zapytał Brian.
– Tak.
– Czy mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie? – Odezwał się chłopiec.
– Jasne. – Powiedziała Milena.
– Czy masz zamiar zostać policjantką?
– Nie wiem, ale powoli zaczynam się nad tym zastanawiać.
– Naprawdę? – Zapytała Aśka.
– Tak. Chciałabym być taka jak tata. – Odpowiedziała ciszej Milena.
Wszyscy czworo szli teraz w milczeniu. Minęły może trzy minuty, kiedy Joanna cicho zwruciła się do Mileny:
– Jak nazywali się ci koledzy taty?
– Jeden to Jan Podsiadło, a drugi… nie wiem. – Odpowiedziała równie cicho siostra.
– Ten drugi to kontroler na promie? – Chciała się upewnić Aśka.
– Tak.
Wreszcie dotarli do rozwidlenia dróg. Pożegnali się i Anglicy poszli w swoją stronę, a Polki w swoją. Siostry szybko znalazły się w domu. Od progu witała Milenę mama, później Damian i Jan, a na końcu Karolina.
– Cieszę się, że już jesteś z nami Milenko. – Powiedziała mama.
– Ja też się cieszę, że was widzę. Tęskniłam za wami.
– My za tobą też. – Zawołali bracia chórem.
Razem zjedli obiad, a potem Karolina pokazała Milenie pieska, którego dostali od sąsiada, który gdzieś wyjechał.
– To on już będzie z nami na stałe? – Zapytała dziewczyna.
– Tak. Teraz już jest nasz. Na zawsze. – Powiedziała Karolinka.
Tego samego dnia wszyscy poszli na spacer z pieskiem. Joanna pokazała Milenie boisko do siatkówki i plac, na którym można było jeździć na rolkach. Młodzi Lewandowscy nieźle wywijali. Nawet mama się przyłączyła. Potem urządzili zawody siatkówki. Mecz grały dwie drużyny: pierwsza – Milena, Joanna i Damian oraz druga: Michalina – mama, Jan i Karolina. Drużyna Mileny wygrała.
– Ale odjazd, co nie? – Skwitowała cały mecz Milena.
Wieczorem, kiedy leżała w łóżku w swoim nowym pokoju, nie mogła zasnąć. Wszystkie wydarzenia ostatnich dwóch dni stawały jej przed oczami i myślała o nich bez przerwy. Milena zadawała sobie
w myślach jedno pytanie: „Dlaczego? Dlaczego to wszystko się wydarzyło?”

Kategorie
Opowiadania

Moja konwencja baśni, napisana jeszcze w gimnazjum.

Królowa Śniegu.

W małym domku na wsi, otoczonym polami, mieszkało dwoje rodzeństwa wraz ze swoją ukochaną i jedyną babcią. Było w nim bardzo biednie. Po śmierci ojca nikt już nie zarabiał. Ich matka umarła pół roku po nim.
Tego roku zima była bardzo sroga. Przez długi okres trwały śnieżne zawieje. Dzieci siedziały przy piecu i rozmawiały, a babcia robiła im ciepłe, wełniane sweterki na drutach.
Pewnego wieczoru, kiedy dzieci kładły się już spać, babcia opowiedziała im historię o Królowej Śniegu. Opowieść ta, spodobała się Kayowi. Bardzo pragnął zobaczyć Tę postać. Kiedy babcia skończyła Opowiadać, chłopiec zapytał:
– Babciu, czy ona naprawdę istnieje? –
– Nie wiem, ale to możliwe. – Odpowiedziała staruszka.
Następnego dnia dzieci siedziały przed domem i rozmawiały. Potem urządziły bitwę na śnieżki.
Po chwili babcia wyszła przed dom. Nagle coś ją zabrało.
– Kay. Co to było? – Zapytała wystraszona Gerda.
– Nie wiem. – Odpowiedział cicho chłopiec.
Po chwili przed ich dom podjechały sanie. Siedziała w nich nastolatka. Miała na sobie ciepły, gruby kożuch i długie, ciepłe buty. Była wysoka i miała długie, jasne włosy wystające spod czapki i spadające na ramiona.
– Braciszku, jak myślisz, kim ona jest? – Zapytała Gerda.
– Nie wiem. – Odpowiedział brat.
– Może ona wie, gdzie jest nasza babcia? – Zastanawiała się dziewczynka.
Nagle coś złapało Kaya. Chłopiec wrzasnął, a dziewczynka zawołała do nieznajomej:
– Ratuj mojego brata! Proszę! –
Dziewczyna zeskoczyła z sań. Miała w ręku miecz. Jak lew skoczyła na potwora i przebiła go na wylot. Chłopiec odskoczył przerażony. Na jego prawej ręce widać było ranę. Stał przy siostrze. Starsza dziewczyna jednym susem znalazła się przy dzieciach.
– Nie rób nam nic złego. – Cichutko poprosiła wystraszona Gerda. Dziewczyna spojrzała na nią łagodnie.
– Nie bójcie się. – Powiedziała cichym, spokojnym głosem. Delikatnie wzięła chłopca za rękę i przyłożyła Mu do rany liść, który go wyleczył.
– Dziękuję. – Powiedział Kay.
Po chwili dziewczyna odezwała się:
– Wiem, gdzie jest wasza babcia. –
– Ty ją zabrałaś? – Zapytała nieśmiało Gerda.
– Nie. To nie ja. – Odpowiedziała cicho. – Za to wiem, gdzie jest. – Dodała.
– Wiesz? Możemy jechać z tobą? – Zawołali jednocześnie.
– Siadajcie. – Powiedziała do nich serdecznie.
Ruszyli. Dziewczyna nie mówiła prawie nic i w ogóle się do nich nie uśmiechnęła. Była bardzo smutna.
– Kim jesteś? – Odważył się zapytać Kay.
– Jestem Królową Śniegu. – Odpowiedziała cicho dziewczyna.
– Ty? – Zapytała Gerda. Dziewczyna pokiwała głową.
Jechali dalej w milczeniu. Po chwili usłyszeli krzyk. Dziewczyna zatrzymała sanie.
– Poczekajcie tu. To niebezpieczne. – Powiedziała do dzieci. Wyskoczyła z sań i pędem pobiegła w stronę skąd dochodził głos. W dole otoczonym wałem ze śniegu i lodu była babcia Kaya i Gerdy. Dziewczyna pomogła staruszce wyjść.
– Nic się pani nie stało? – Zapytała.
– Nie. Dziękuję ci moja droga. – Odpowiedziała babcia.
Kiedy wracali, Królowa Śniegu zauważyła pod ścianą z lodu zmarzniętego, małego pieska. Bardzo przejęła się Losem tego biednego stworzenia. Zeskoczyła z sań i podbiegła do zwierzątka. Delikatnie wzięła go na ręce i okryła kożuchem.
Dziewczyna odwiozła dzieci i ich babcię do domu. W pewnym momencie pojawił się jakiś dziwny stwór. Zaatakował Gerdę, ale nic jej nie zrobił. Królowa Śniegu obroniła ją przed nim. Oddała jej pieska. Nagle potwór zaatakował dziewczynę. Walczyła z nim przez chwilę. Nastąpiła krótka przerwa. Potwór po raz drugi rzucił się na Królową Śniegu. Tym razem nie pokonała go i zginęła w obronie dzieci i staruszki.
Wszyscy troje wracali bardzo smutni. Nawet piesek był smutny.
– Nawet nie dowiedzieliśmy się jak miała na imię. – Powiedziała Gerda.
– Te bajki wcale nie były prawdą. Dopiero teraz zobaczyliśmy, że Królowa Śniegu jest zupełnie inna. Ona dla nas poświęciła własne życie. – Powiedziała babcia.

Kategorie
Wiersze

Moje spojrzenie na miłość

Szukam Cię od wielu lat i nie wiem, gdzie jesteś,
Lecz może pewnego dnia odnajdę to miejsce,
w którym Ty będziesz, może czekasz na mnie,
A gdy Cię usłyszę, może mrok opadnie.

Mam jeszcze nadzieję, naprawdę w to wierzę,
Że wreszcie pokochasz mnie bezwarunkowo, szczerze,
A ja będę z Tobą trwać, trzymając Cię za rękę,
I stanie się prawdą to, co w snach było tak piękne.

Będziemy się kochać prawdziwą, wieczną miłością,
A samotne dni nareszcie staną się przeszłością.
Będę w ramionach Twych szeptać Twoje imię,
Mając tę pewność, że nasza miłość nie przeminie.

Ty będziesz patrzył na mnie szczerym spojrzeniem,
Wszystkie chwile smutku odejdą w zapomnienie.
Będziemy wierni sobie, będziemy silni,
Będziemy wzorem dla siebie i dla innych.

Będziemy sobie ufać, będziemy się wspierać,
Będziemy na zawsze i nie będziemy się zmieniać.
Twoje uczucie ogrzeje moje serce,
Nauczę się kochać Ciebie, będziesz moim szczęściem.

Będę kochać Ciebie takiego jakim jesteś,
Będziesz moim Słońcem i mych marzeń spełnieniem.
Przejdziemy razem przez losu przeciwności,
Zrobimy wszystko, by nie zniszczyć tej miłości.